Strażnik ognia. Wojny wikingów. Tom 10 Wojny Wikingów Bernarda Cornwella

X tom nie zwalnia tempa

Strażnik ognia. Wojny wikingów. Tom 10 Wojny Wikingów Bernarda Cornwella. Tym razem mamy przeczucie, że Uhtred z Bebbanburga będzie niebawem kończył historię swoich przygód. Nie oznacza to wcale, że książka traci tempo, co to, to nie! Jeśli czytelnik ma być pozostawiony z podobną refleksją to tylko w odczuciu, że w kolejnej odsłonie, maksymalnie dwóch zbliżymy się do grande finale sagi. A jeśli będzie dalej trzymała tak niewiarygodnie wysoki poziom literacki, to mamy gwarancję, że pożremy te historie na jednym posiedzeniu.

W tej odsłonie czytelnik winien zwrócić uwagę na wydarzenia historyczne, nie tak krwawe i pompatyczne jak wcześniej, ale niewiarygodnie istotne z punktu łączenia ze sobą wątków z poprzednich części. Zapewne to, co się stanie na kartach powieści przyniesie klarowność co do wielu relacji, ale też wskazania dokładnego punktu zarzewia konfliktów. Tu, o wiele bardziej niż kiedykolwiek głównym bohaterem kieruje jego niesamowita upartość, która nigdy, ale to przenigdy nie pozwala mu się poddawać.

Powrót do Bebbanburg

Uhtred w “Strażniku ognia” wreszcie powraca do swojego pierwotnego planu – odbicia ziem z rąk swojego znienawidzonego kuzyna. Kiedy wykończony latami wojen i bitew podejmuje to postanowienie jest pewny, że nic go już nie zaskoczy, a prawdziwa walka tak naprawdę dopiero się zacznie. Oczywiście jak w wypaku wszystkich poprzednich części spotka go szereg przeciwności, których nie sposób było przewidzieć, a które ze ślepą furią będzie potrafił rozwiązać. Tym razem dostajemy opowieść o podróży, długiej i żmudnej, ale pełnej honorowych potyczek i oddania dla własnych wartości.

Co najsilniej zaskakuje to fakt, że autor z pewnością zaplanował tę historię dokładnie na tyle tomów, ile otrzymaliśmy. Co prawda zwodzi nas, ale też planuje i knuje fenomenalnie, a zróżnicowanie wątków nie jest podyktowane problemem ze snuciem opowieści czy nieumiejętnością wybrnięcia z pomysłów, które pojawiły się wcześniej. To jedna wielka Odyseja, w której żaden krok nie jest przypadkowy. To jedna z tych książek, w których najdrobniejsze zdradzenie fabuły będzie nietaktem wobec czytelnika. Zostańmy więc przy tym, że w nowej odsłonie Uhtred walczy w większości bez użycia tarczy czy miecza. Prowadzi pertraktacje, odbywa szeregi dyskusji, ściska na znam zgody wiele rąk, a to wszystko po to, by móc z czystym sumieniem i jak najlepszym przygotowaniem stanąć do walki o Bebbanburg. Zakończenie, mistrzowskie literacko, pozostawi czytelnika w osłupieniu, a niedosyt wrażeń (chociaż w niektórych aspektach też przesyt) sprawi, że z ogromną chęcią sięgnie po kolejny tom.

People obraz autorstwa freepik - www.freepik.com